Felietony

dla: http://www.hellozdrowie.pl/psychologia/foch-mile-widziany/strona/1

 

Już trzeci raz prosisz go o  pozmywanie naczyń.  Ostatecznie, widząc brak efektu – a nawet chęci u drugiej połówki – rzucasz bardzo poważnym „fochem” i robisz sama to, o co prosiłaś. Brzmi znajomo? Jeśli tak, jesteś w ogromnej większości kobiet, które sądzą, że foch oznacza zrobienie na złość parterowi. Jesteś jednocześnie w ogromnej większości kobiet, która jest… w błędzie.

 

Foch się opłaca, ale… nie tobie

 

By uświadomić komuś nieracjonalność jego zachowania wobec innej osoby, psychologowie zalecają postawienie się w sytuacji tej osoby – wejście w jej skórę. Spróbujmy zatem wprowadzić ten cenny eksperyment w zaplecze domowe i stosunki damsko-męskie, biorąc oczywiście pod uwagę kontekst piętrzących się w zlewie naczyń. On wie, że go prosisz – wbrew pozorom dokładnie słyszy wszystkie twoje słowa. Z drugiej strony, mówiąc kolokwialnie, nie chce mu się jak diabli. Wie, że jeśli nie zrobi tego, czego chcesz – obrazisz się i zrobisz to sama. Jeśli jednak taka reakcja zdarza ci się dosyć często – on wie także, że obraza nie potrwa długo, a wraz z nią pojawi się równie krótkotrwały „straszny odwet”, czyli zapadnie ostentacyjne milczenie. Być może nawet, jako że foch jest energotwórczy, posprzątasz (w ciszy) znacznie więcej. Nie trzeba być Einsteinem, aby to przekalkulować i stwierdzić, że się po prostu… opłaca. Panuje błoga cisza, nikt nie przerywa filmu, a naczynia „same się zmywają”. Ostatecznie, jeśli foch ma akurat większa intensywność, trzeba będzie wydać 20 zł na kwiatki/czekoladki i zrobić skruszoną minę. Za to ty będziesz bardziej szczęśliwa niż przed obrażeniem się, więc bilans i tak jest na plus.

 

Foch okiem psychologa

 

Wyżej nakreślony obrazek jest oczywiście nieco przerysowany – myślenie mężczyzn nie jest zwykle tak wyrachowane. Nie oznacza to jednak, że cokolwiek zmienia to w danej sytuacji – najczęściej jest dokładnie tak, jak w wyżej opisanym przypadku. Patrząc na to z boku, obrażenie się jest ostatnią z rzeczy, które powinna zrobić kobieta. Dlaczego więc jest tak ochoczo praktykowane?

 

Warto uwzględnić tutaj specyficzne potrzeby pań. Nie mając pomysłu na przekonanie mężczyzny do spełnienia swoich żądań, lub ostatecznie chcąc go ukarać, stosują metody, które je same dotknęłyby najbardziej. Odmawiają zatem kontaktu, ignorują i traktują „z góry”. Klasyczny foch. Zachowanie to najczęściej wynika z bezradności, nieumiejętności prowadzenia dyskusji, szukania najbardziej „ostentacyjnej” metody na pokazanie tego, że jest nam przykro. Z drugiej strony, kobieta, która stosuje taką praktykę, w rzeczywistości zabiera drugiej stronie prawo do obrony. „Jestem obrażona, osiągnąłeś punkt kulminacyjny i teraz jedyne, co przyjmę, to błagające przeprosiny”. Dyskusja? Kiedy stery przejmuje foch, nie ma już na nią miejsca. Osoba obrażona nie przyjmuje do wiadomości, że może o czymś porozmawiać, przedyskutować problem. Przyznanie się partnera do winy jest jedyną możliwością załagodzenia sytuacji.

 

Jakiekolwiek byłyby motywy „fochowania”, takie zachowania praktycznie nigdy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. On nie przeprasza, nie kładzie się na ziemi w pozycji krzyżowej, a ona pozostaje sama ze swoją złością. Czy istnieje zatem jakieś inne rozwiązanie?

 

Jeśli nie foch, to co?

 

Czasem aż rwie się na usta pytanie – „ale co mam zrobić, skoro proszenie nie działa?”. Po pierwsze, gwoli wyjaśnienia – foch też nie działa. To rozwiązanie na chwilę, polegające bardziej na tresowaniu, niż na budowaniu fajnego, satysfakcjonującego zFochwiązku. Co więcej, obrażając się z regularnością szwajcarskiego zegarka bardzo ryzykujemy, że partner zmęczy się przepraszaniem i stwierdzi, że skoro nikt nie chce z nim gadać, to nic tu po nim. I już nawet obrazić się nie będzie na kogo.

 

Najlepiej byłoby wreszcie przyjąć do wiadomości, że obrażanie się jest rozwiązaniem stosowanym przez dzieci. A panie żyjące w związkach zwykle są dorosłe – muszą więc postawić na dojrzałe rozwiązywania. Zakładając zatem, że rezygnujemy z „focha”, w pierwszej kolejności musimy… poinformować o tym mężczyznę. Tak, to nie żart. Wyłączamy telewizor, bierzemy partnera na rozmowę i przedstawiamy mu nowe zasady związku. Jedna strona przestaje się obrażać, druga przestaje lekceważyć obowiązki domowe. Warto spytać wprost – co mógłbyś robić, a czego absolutnie nie cierpisz? Może okazać się, że owszem, nie cierpi zmywać. Ale z przyjemnością zacznie prasować w ramach podziału obowiązków.

 

Propozycja ta może nie zostać przyjęta z entuzjazmem, jeśli problem leży głębiej, niż tylko w niechęci do zmywania – np. on oświadcza, że nie ma ochoty ani na stanie z gąbką, ani z żelazkiem. Aż kusi, by obrazić się i powiedzieć – „wiedziałam, że z tobą nie można normalnie rozmawiać!”. Ale przecież ta opcja jest już zażegnana i, jak wiemy, niczego nie wniesie – zamiast tego, sięgamy więc po inną formę kompromisu. Przede wszystkim zapowiadamy wprost – musimy się dogadać. Skoro nie wybór prac domowych, to może dyżur? Każdy ma swój dzień zmywania naczyń i swój dzień „wolnego”.

 

Jeśli i to nie zdaje rezultatu, można pokusić się na mały eksperyment – jest szansa, że zda on egzamin w przypadku bardziej upartych egzemplarzy. Prosta zasada, o której wprowadzeniu też należy (spokojnie) poinformować. Skoro nie chcesz mi pomagać – ja nie pomagam tobie. Pierzemy, prasujemy i gotujemy dla siebie. I znowu – bez obrazy. Robimy to wszystko spokojnie, cierpliwie obserwując efekty i raz po raz tłumacząc, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Z czasem rzecz zaczyna być tak męcząca dla naszej połówki, że zmienia front – i można ustalić nowy kompromis.

 

Powstrzymanie się od obrażania nie jest rzeczą łatwą i zwykle trochę trwa odzwyczajenie się od swoistego „automatyzmu” tej czynności. Jednak po nabraniu pewnej wprawy może okazać się, jeśli my zrezygnujemy z ignorowania go za karę (czytaj z focha), on zrezygnuje z ignorowania naszych próśb. A przecież o to chodziło, prawda?